-------------------------------------------------------------
¦ ¦ napisz ¦ ja ¦ polub ¦ archiv: 2006
sierpien (6)
wrzesień (3)
październik (3)
listopad (5)
grudzień (4)

2007
styczeń (6)
luty (2)
kwiecień (2)
maj (1)
lipiec (1)
wrzesień (1)
październik (2)
listopad (3)
grudzień (1)

2008
styczeń (5)
luty (3)
marzec (4)
kwiecień (3)
czerwiec (3)
lipiec (1)
sierpien (2)
wrzesień (3)
listopad (1)

2009
sierpien (1)

2010
marzec (1)
kwiecień (2)
maj (2)
czerwiec (1)

2012
styczeń (1)

¦
-------------------------------------------------------------
One and only >> wtorek, 17 stycznia 2012 22:01:22

Witaj Niewiadoma.
Dawno się nie widziałyśmy, prawda?
Niewiele się zmieniłaś.
A może tylko mi się wydaje?
Dostrzegam Twoje blizny, czy bolą już trochę mniej?
Przepraszam, że zapomniałam o Tobie, kiedy Cię nie potrzebowałam.
Ale Ty jesteś lepsza. Silniejsza i mądrzejsza.
Wiesz jakimi prawami włada życie i z tak czystym sercem przyjmujesz mnie do siebie.
Dziękuję Ci, moja wspaniała przyjaciółko.
Żałuję, że nigdy nie będę mogła Cię przytulić i wyszeptać Ci, jak wiele dla mnie znaczysz.

***

Zabawne, jak łatwo świat może wypaść z Twoich silnych, mocnych dłoni i rozpaść się na miliony kawałków.
I raniąc Cię, sprawia, że możesz tylko bezradnie opuścić ręce i dostrzegać jak krwawią.
A każda kropla twojej krwi świeci własnym blaskiem, gdy zsuwa się powoli po ostrych krawędziach twojego dawnego życia
Czy to ostatnia?
Nie...
To ta pierwsza, która pokazuje kim byłaś zanim uświadomiłaś sobie, że go kochasz.
A te kilka następnych?
To te, które tak boleśnie pokazały Ci, czym są wątpliwości Twego krnąbnego serca.
Następne, to te najważniejsze słowa i uśmiechy.
Kolejne, to wyznania i obietnice.
Ta spora kałuża, to wszystko to, co działo się ostatnio, przeplatane gorszymi i lepszymi momentami.
Ale powiedz mi, czy żałujesz?

***

"Byłeś w moich myślach
Wielbiłam cię z każdym dniem coraz bardziej
Gubiąc się w czasie
Myśląc tylko o twojej twarzy
Bóg jeden wie, ile zajęło mi rozwianie moich wątpliwości
Jesteś jedynym, którego pragnę."

Na początku widziałam na Twojej twarzy obawę, ale i tak wielką dawkę miłości.
I stopniowo topiłeś moje skutem lodem serce.
Każdym uśmiechem, każdym dotykiem ciepłej dłoni.
Każdym cudownym słowem, które chłonęłam niczym powietrze.
Ale wiedziałeś, że jestem dumna i zarozumiała.
I nie będę potrafiła od tak przyznać, że jesteś tym czego zawszę pragnęłam.
Zatruwałam Twoje czyste uczucie własnymi wątpliwościami i wypróbowywaniem granicy.
Jak daleko jeszcze będę mogła się posunąć?
Zbyt daleko.
Tragiczne jest to, że nie potrafisz nauczyć niczego swojej krnąbnej głowy, dopóki bezsilnie nie opadnie na Twoją pierś, gdy łkasz w spazmach.
Musisz spojrzeć na to, co sama na siebie sprowadziłaś.

"Nie wiem czemu jestem przerażona
Przecież byłam tutaj wcześniej
Każde uczucie, każde słowo
Wyobrażałam sobie nie raz
Nigdy nie będziesz wiedział, jeśli nie spróbujesz
Zapomnij o przeszłości i po prostu bądź mój."

Nigdy nie wiedziałam, że noc może być tak długa.
A jednocześnie tak krótka, kiedy jedna myśl goni drugą.
A pomysły na naprawienie tego wydają się jednocześnie genialne i zupełnie głupie.
I jestem przerażona, nie umiem się odnaleźć.
Ćwiczę codziennie to, jak należy się uśmiechać, żeby nie zapomnieć, że mój uśmiech kiedyś był magiczny i wywoływał taką samą reakcję w odpowiedzi.
Na jedynej twarzy, którą znałam tak dobrze.


"Ośmielam pozwolić sobie być twoją, twoją jedną i jedyną
Obiecuję, że jestem tego warta
Abyś trzymał mnie w swoich ramionach
Więc chodź, daj mi szansę
Aby udowodnić, że jestem jedyną, która może przejść tę milę
Zanim zacznie się koniec"

Podobno nie ma niczego gorszego od poniżania się i błagania.
Jest.
Utrata czegoś wyjątkowego na swoje własne życzenie.
Przez dni, kiedy niewypowiedziane słowa gniły wewnątrz mnie i sprawiały, że stałam się zgorzkniała.
Że miałam dziesiątki wymagań, których nikt nie mógłby spełnić.
Że nic nie wydawało mi się dość dobre i wystarczające.
Że potrafiłam zapomnieć o tym, że niczego więcej nie potrzebuję niż uścisku ciepłych ramion.
I może wydawać się to naiwne, ale dostałam sporą porcję czegoś, co pomogło mi się obudzić.
I myślę, że nie jestem już tą samą osobą.
Mówi się, że ludzie się nie zmieniają, prawda?
Być może.
Ale wiem, że jedyne czego pragnę to to, by być lepszą.
By swoją obecnością kogoś uszczęśliwiać.
By cieszyć się z każdego poranka, kiedy będę mogła dostrzec ukochane spojrzenie.
By móc mówić, jak bardzo kocham.
I jak bardzo Cię potrzebuję.
I jakim jesteś wspaniałym człowiekiem.

"Jeżeli byłam w twoich myślach
Trzymałeś się każdego słowa, które wypowiedziałam
Gubiąc się w czasie
Przy wspominaniu mojego imienia
Czy kiedykolwiek będę wiedziała, jak to jest mieć cię blisko?
I czy powiesz mi, że nieważne jaką drogę wybiorę, pójdziesz ze mną?"

Proszę, nie pozwól mi uwierzyć, że to koniec.
Bo jeżeli ja w to uwierzę, to kto nas uratuje?
Przypomnij sobie proszę to, co towarzyszyło Ci jeszcze jakiś czas temu.
I miotałam się, kłóciłam i wytykałam.
I popadałam w skrajności.
Ale nauczyłam się, że każda zła chwila jest nieważna, kiedy towarzyszą jej tak cudowne momenty naszego życia.
Tak cudowne plany.
Nie pozwól nam tego stracić.


"Nie wiem czemu jestem przerażona
Przecież byłam tutaj wcześniej
Każde uczucie, każde słowo
Wyobrażałam sobie nie raz
Nigdy nie będziesz wiedział, jeśli nie spróbujesz
Zapomnij o przeszłości i po prostu bądź mój."

Przekroczyliśmy granicę.
Słowem.
Czynem.
Zarzutem.
Rozwiązaniem wspólnych losów.
Nigdy już nie będzie tak samo.
Nie chcę, by było tak samo.

"Ośmielam pozwolić sobie być twoją, twoją jedną i jedyną
Obiecuję, że jestem tego warta
Abyś trzymał mnie w swoich ramionach
Więc chodź, daj mi szansę
Aby udowodnić, że jestem jedyną, która może przejść tę milę
Zanim zacznie się koniec"

Daję Ci czas.
Bo wiem, że w pewnym momencie stałam się toksyczna.
I potrzebujesz sporej dawki świeżego powietrza, by oczyścić umysł i ciało od mojego jadu.
Ale proszę, gdy poczujesz się lepiej, podejdź do mnie i wyciągnij dłoń.
Obiecuję, że nigdy jej nie puszczę.
Bo to jest coś, w co wierzyliśmy.
Historia, która nie ma smutnego zakończenia.
Historia, która sprawia, że jesteśmy wyjątkowi.
Nasza. Wspólna.
Niekończąca się opowieść.

"Wiem, że nie łatwo tak oddać swoje serce
Wiem, że nie łatwo tak oddać swoje serce
Nikt nie jest idealny
(Wiem, że nie łatwo tak oddać swoje serce)
Zaufaj mi, nauczyłam się tego
Nikt nie jest idealny
(Wiem, że nie łatwo tak oddać swoje serce)
Zaufaj mi, nauczyłam się tego
Nikt nie jest idealny
(Wiem, że nie łatwo tak oddać swoje serce)
Zaufaj mi, nauczyłam się tego
Nikt nie jest idealny
(Wiem, że nie łatwo tak oddać swoje serce)
Zaufaj mi, nauczyłam się tego"

Nikt nie jest idealny.
Ale...
Kocham Twoje wady.
To najpiękniejsze wady na świecie.
Tak znikome przy tym, kim stałam się ja.
Przepraszam, że nie szanowałam Twojego prawa do bycia osobą, którą pragnąłeś być.
Przepraszam, że nie mogłam zrozumieć, że Twoje próby wyciągnięcia mnie z depresji i zaprowadzenia do ludzi odbierałam jako atak.
Przepraszam, że nie mogłam towarzyszyć Ci zawsze, gdy tego potrzebowałeś.
Przepraszam, że nie okazywałam należytego szacunku dla osób, które były częścią Twojej codzienności.
Naszej codzienności.
Wierz mi, nauczyłam się na pamięć swoich błędów.
Teraz uczę się tego, jak to naprawić.

"Ośmielam pozwolić sobie być twoją, twoją jedną i jedyną
Obiecuję, że jestem tego warta
Abyś trzymał mnie w swoich ramionach
Więc chodź, daj mi szansę
Aby udowodnić, że jestem jedyną, która może przejść tę milę
Zanim zacznie się koniec"

Pragnę tylko, w dalekiej bądź bliższej przyszłości oddać ostatnie tchnienie ze świadomością, że moje życie było pięknym snem dzięki temu, że byłeś przy mnie.

"Chodź, daj mi szansę
Aby udowodnić, że jestem jedyną, która może przejść tą milę
Zanim zacznie się koniec"



Wiem, że nic ważnego nie dzieje się łatwo.
Wiem jak kiedyś ja zostawiłam Cię na tak długo by poukładać swoje niezrozumiałe wtedy myśli.
Ale proszę, daj mi szansę.
Daj mi szansę, bym sprawiła
By żadne z nas nigdy nie pomyślało, że oddało własne serce na darmo.
komentarze [0]

Coś zmieniło się >> niedziela, 13 czerwca 2010 22:31:46
"Coś zmieniło się nie umiem znaleźć słów
I tak jak dawniej nie będzie nigdy już"

Chyba nigdy nie spodziewałabym się po sobie czegoś takiego.
Jest zupełnie inaczej.
Nawet nie umiem tego nazwać.
Przełom w moim życiu?
To troszkę banalne.
Wiem, że nic już nie jest takie jak kiedyś.
Ale i napewno nie będzie.

"I nie znałam siebie spokojnej tak
Bez odważnych słów bez wiecznych walk
Wzburzona krew płynie teraz łagodniej
I to co wcześniej z powiek spędzało sen
Targało mną, bolało mnie...
Dziś mogę mówić o tym spokojnie
Oh"

Wiecznie sprzeczająca się i bojowo nastawiona.
Przyzwyczajona do zmian, do ciągłego chaosu w życiu.
Bez chwili wytchnienia.
Spalana przez pożar namiętności.
A teraz co?
Boję się tej stateczności, która mnie ogarnia.
Boję się swojej niepewności, tego, że potrafię znaleźć w sobie spokój i zgodzić się na to co jest mi dane.
Nie wyobrażam sobie niewiadomo czego, nie robię z siebie pępka świata.
Chcę coś podzielić, rozłożyć na dwie części.
Chcę żeby coś trwało.
I JA nie chcę niczego przyspieszać.
JA boję się ryzyka.
Potrzebuję zwykłej codzienności
z niezwykłym człowiekiem.
I chyba faktycznie nauczyłam się zasypiać spokojnie
z uśmiechem na ustach.


"Tak nagle z dnia na dzień
Nie tęsknię do tamtych chwil
Tak pusto we mnie
Nic nie zostało mi"

Chociaż...
To niesamowite.
Bo nie odczuwam już tej wiecznej nostalgii
i pragnienia rozdrapywania ran.
Nie tęsknię do wspomnień, których nie było.
Nie potrafię wyobrażać sobie tego, co tworzyło wtedy moje życie.
Co będzie dalej?
Trzeba stworzyć coś nowego.
Krok po kroku.


"I nie byłam nigdy spokojna tak
Pewna swoich słów dziś pewność mam
Że skończyło się
Skończyło się coś na dobre
I nie wiem czy naprawdę tego chcę
Niech targa mną niech boli mnie
Może wcale nie chcę żyć spokojnie...
Oh"

I teraz nie jest dla mnie straszny rok czekania.
Dwa.
Trzy.
Ile będzie trzeba.
Czuję, że to co niewątpliwie się we mnie rodzi, jest szczere.
Czuję, że tamten etap, tamta dziewczyna już nie istnieją.
Ale czy to dobrze?
Czy powinno tak wyglądać?
Czy nie zabijam cząstki siebie, nie odbieram sobie czegoś?
Czy kiedyś nie będę żałować, że pozwoliłam jej odejść?
Czy naprawdę gaszę w sobie wieczny płomień, który pozwalał przetrwać Niewiadomej?
Niech ktoś mi odpowie.
Błagam.


"Przeżyjmy jeszcze jeden dzień
Przeżyjmy jeszcze jeden dzień
Przeżyjmy jeszcze taki dzień wśród zwykłych dni"

Dlatego potrzebuję czasu.
Nie ma tu miejsca na szybkie decyzje, gwałtowne porywy.
Trwajmy w tym co posiadamy.
Upajajmy się obietnicą.
Czym jest jeden dzień wobec wieczności?
Te zwykłe dni są potrzebne, jak powietrze.
Jak cisza przed burzą.
Ta nagła chwila jakby odwiecznego spokoju.


"Przeżyjmy jeszcze jeden dzień
Jeszcze jeden taki dzień
Przeżyjmy jeszcze taki dzień
A potem już nic..."


Pozwólmy sobie na to.
Na zwykłe życie, myślenie o tym co będzie dalej.
Powolne zmiany w sobie.
Przygotowywanie się do tego co ma nadejść.
Uświadamiania sobie tego, jak życie się zmieni.
Bo zmieni się napewno.
Może nie dziś.
I nie jutro.
Ale z każdym dniem.



komentarze [3]

Niedziela >> niedziela, 9 maja 2010 14:56:23
krzyk umierającego ptaka
poprzez rozsnute pręty włosów
stężała cisza oparta
o chwiejne ramię melodii

brunatny dzień po dachach
mokrymi stopami chodzi
plączą się palce deszczu

wlokąc za sobą cień
pijaną wiatrem ulicą
miłość odeszła
komentarze [1]

Bilans >> wtorek, 4 maja 2010 23:39:32
Bilans

"to są nasze noce
rozsypane
na gwiazdy na słońca
lśniące uparcie
światłem jak drżeniem
przeszywające mrok

to są nasze dni
ociemniałe bezgłose
żebrzące na rogu ulicy
wyciągające strzępki rękawów
po jałmużnę
z ptasich rąk

to są nasze śmierci
jednakie
przypieczętowane czworokątnie
na czerwonych bokach kamienic
kamieniom oddane
odżegnane"

***

Nie jest jeszcze tak późno.
Czuję się tak, jakbym przeniosła się wieki wstecz.
Siedzę samotnie (och cóż za odmiana!) wśród pożółkłych kartek.
I cóż można z nimi zrobić?
Ktoś zapewne powiedziałby że spalić.
Ale ja tylko kartkuję, kartkuję, kartkuję.
Wertuję, wertuję, wertuję.
Składam, wygładzam zmięte rogi i grupuję
Ale wcale nie jestem piękną panną z dawnych czasów.
Jestem tutaj. Jestem teraz.
Oddycham tym współczesnym powietrzem. A moje kartki to tylko konkretne wspomnienia.
Mgliste. Bardzo odległe.
Nie zachowały się już żadne materialne czy na wpół-materialne elementy wiążące mnie z tamtym życiem.
Zniknęły zdjęcia, liściki, wiadomości mailowe czy też zwykłe smsy do których nie przewiązujemy wagi, albo czasami przysłaniają nam one wręcz zbyt wiele.
Dlaczego jednak moje palce tak zabawnie kartkują, kartkują, kartkują.

Ach. To pierwszy plik.
Nasze noce.
Nasze.
Noce.
Lśnią uparcie i nieco drażliwie.
Odbijają światło, oślepiają.
Krzyczą - SPÓJRZ NA NAS! Dlaczego nie patrzysz?!
Boją się, bardzo.
Nie chcą tak nagle zniknąć, zaginać w tym martwym mroku.

I drugi?
Dni, ta codzienność, która naznacza nas własną żywotnością.
Zabawne są, te nasze dni.
Jakby zmęczone?
Widzę na ich twarzach głębokie zmarszczki.
Po grymasach.
Strachu.
Bólu.
Wewnętrznego rozdarcia.
Wiecznego uśmiechu, który kurczowo trzyma się tego jednego kącika ust.
Nie umie już szeptać: Powrócę.

Upada kubek. Rozlewa się kawa.
Herbata.
Sok.
Szybkim ruchem rękawa ocieram poplamione kartki.
Ach, to przecież nieważne!
To tylko nasze śmierci.
One już tylko czekają, kiedy spakowani ostatnim spojrzeniem obrzucimy to co za nami.
Słońce zachodzi, rzuca czerwone smugi na rzeczy które kiedyś były ważne.
Teraz zostaną.
Same.

*

Próbuję przeprowadzić sama ze sobą swój własny bilans tego co ważne jak i mniej. Tego co nowe, dobre. Tego co nowe, złe.
Wszystkiego co stare i wiążące. Toksyczne i niepozwalające oddychać.
Tego co nowe i obiecujące. Ale i zbyt nieoczekiwane, by mogło nadejść.
Trzyletni bilans.
Ale ciągle nie umiem.
Bo idąc dwa kroki do przodu.
Cofam się dziesięć.
komentarze [0]

Pocalunki >> wtorek, 27 kwietnia 2010 22:42:14
całuję we wszystkich kolorach świata
srebrno i złoto
ciemną czerwienią całuję

twoje wargi osuwają się ze mnie
fioletowo i chmurnie
gdy milczysz

błyskiem zębów
potrafię ubrać niebo
w najpiękniejszy wschód miłości

południe - dusznym zapachem pomarańczy
zniża się ku nam
bierze nas w siebie
rozżarzone niebieskie słońce

nic nie mówimy nocy - noc jest głucha
czarno całujemy się o zmroku
ręką gładząc sypką kocią sierść

~ H.P.
komentarze [0]

Odkąd Cię poznałam >> poniedziałek, 26 kwietnia 2010 22:52:53
* * *
Odkąd cię poznałam,noszę w kieszeni szminkę,
to jest bardzo glupie nosić szminkę w kieszeni,
gdy ty patrzysz na mnie tak poważnie,jakbyś
w moich oczach widzial gotycki kościół.A ja nie
jestem żadną świątynią,tylko lasem i łąką-
drżeniem liści,które garną się do twoich rąk.
Tam z tyłu szumi potok,to jest czas,który ucieka,
a ty pozwalasz mu przepływać przez palce
i nie chcesz schwytać czasu.
I kiedy cię żegnam,moje umalowane wargi pozostają nietknięte,
a ja i tak noszę szminkę w kieszeni,
odkąd wiem,że masz bardzo piękne usta.

- - -

Odkąd Cię poznałam w tej mgle robię bardzo dużo głupich rzeczy.
Szminka jest niczym w porównaniu z tym zabawnym szykowaniem dla Ciebie miejsca.
To coś w rodzaju dodatkowego talerzyka na kolacji w Wigilię.
Puk puk.
Wejdź proszę.
Stuk stuk.
Jak dobrze Cię widzieć.
Zobacz. W moich oczach odbijają się płomyki świec.
Ach, przepraszam, pomyliłam się. To ten ogień co we mnie płonie kiedy dotykasz mnie skrawkiem Twojej skóry.
Jestem taka krucha - szepczę.
Nie potrafię patrzeć tak wysoko w górę bez lęku, mylisz się.
Zostaję tutaj, szumię cicho w Twojej głowie i głaszcząc utulam do snu.
Ale cóż to?
Nie słyszysz? To zły dźwięk.
To czas. Tak, właśnie, czas. On biegnie. Nie zwleka.
Nie stój tak bezradnie, nie rozwieraj palców. Weź się w garść.
Nie możesz? Odpowiedz mi - dlaczego?
Przykro mi.
Więc odejdź, póki co mój pocałunek przeszyje tylko powietrze z dala od Ciebie.
Znikaj senna maro.
Pozwól mi zostać samej kiedy dotykam Twoich zimnych ust moim cierpieniem.
komentarze [0]

So I Thought >> piątek, 26 marca 2010 01:30:54
"All your twisted thoughts free flow
To everlasting memories
Show soul
Kiss the stars with me
And dread the wait for
Stupid calls returning us to life"

Wszystkie moje zagmatwane myśli
Odleciały wolne
Pozwoliłam im odejść
Pozwoliłam by znalazły spokój, gdzieś daleko w głębi mojej duszy
Schowały się za wspomnieniami, które przestałam pielęgnować
Zasnęły śniąc sen mojego poprzedniego życia
I po raz kolejny, ja, głupia, naiwna
Myślałam, że będzie dobrze
Ukorzyłam się
Ukazałam swoją duszę
Dlaczego nie spostrzegłam, ile w tym kłamstwa?
Rzuciłam się w otchłań rozpaczliwie szukając punktu zaczepienia
Uwierzyłam w to, że spadając w dół mogę wznieść się do góry
Byłam gotowa na to, by moje życie stało się cudowną maskaradą
Grą pozorów, uśmiechów, zadowalania się tym, co inni uważaliby za właściwie
Szukaniem taniej miłości

"We say to those who are in love
It can't be true 'cause we're too young
I know that's true because
so long I was
So in love with you
So I thought"

Czasami myślę, że nie powinnam się urodzić
Nie zraniłabym aż tylu osób
Ale zawsze mówiłam szczerze wyznając 'KOCHAM'
Kurczowo broniłam się przed szafowaniem słowem
~ które jest dla mnie wszystkim
I czułam się tak jak gdyby moje usta należały do kogoś innego
Powtarzałam wyuczoną formułkę, którą wpajałam sobie przed snem miesiącami
! To nie było prawdziwe
Ale ja wiem, że to banał
Bo zbyt długo byłam zakochana
Dopóki nie poradziłam sobie z tą nostalgią
Tak myślałam...

"A year goes by
And I can't talk about it"

Minął pierwszy rok.
Płakałam śmiejąc się, nie rozumiejąc samej siebie
Niewiele z tego pamiętam.
Ale tak naprawdę... Nie mogę o tym rozmawiać.

"On my knees
Dim lighted room
Thoughts free flow try to consume
Myself in this
I'm not faithless
Just paranoid of getting lost or that I might lose
Ignorance is bliss cherish it
Pretty neighborhoods
You learn to much to hold
Believe it not
And fight the tears
With pretty smiles and lies
About the times"

Próbuję pookładać sobie wszystko co do tej pory się zdarzyło
Myśli
jedna po drugiej
Uciekają z mojej głowy zamieniając się we własne krzyki
Raniące ostrza, które łaskoczą bolesne blizny swym gładkim ciałem
I wcale nie zdradzam własnych ideałów
Bo one nie są prawdziwe
Błądzę i szukam po omacku
Nie mogę oddychać, kiedy ktoś próbuje mnie zapytać jak to jest
Oczy zamieniają się w jeziora bez dna kiedy nie mogę już blokować tych obrazów
Jestem opętana swoją bezradnością
I nie wiem już czy mam rozpaczać nad tym, co straciłam
Czy nad tym co mogę stracić
Ignorowanie tego jest jak mój osobisty narkotyk
Ale po każdym mocnym odlocie
przychodzi jeszcze mocniejszy upadek
Umiłowałam sobie sztuczną, ludzką bliskość
Znowu zbudowałam domek z kart
Ale zbyt wiele się zdarzyło bym mogła twierdzić, że wszystko jest w porządku
I mam dwie drogi wyboru
Wierzyc lub nie
Ale żadna z nich nie gwarantuje mi spokoju
Tylko ciągły teatr
Przeplatankę łez, uśmiechów i kłamstw
A tylko jedno z nich jest prawdziwe
Kiedy nocą spoglądam na wyhaftowane gwiazdami niebo

"A year goes by
And I can't talk about it
The times weren't right
And I couldn't talk about it"

Kolejny rok za mną
Ale ja nadal nie mogę o tym rozmawiać
Nie tak odważnie jak bym chciała
I można powtarzać mi ciągle, że byłam szczęśliwa
Że taka jestem, tylko na siłę szukam problemów
Ale ten czas naprawdę nie był dobry
Choć "W życiu piękne są tylko chwile"
Nie potrafię spojrzeć na nie przez pryzmat czystej przyjemności
I własnej uciechy

"Chorus Romance says goodnight
Close your eyes and I'll close mine
Remember you, remember me
Hurt the first, the last, between
Chorus Romance says goodnight
Close your eyes and I'll close mine
Remember you, remember me
Hurt the first, the last, between"

Zatapiam się w poduszkę
Ciężko, z pewną niepewnością
Ale zamykam oczy
Szukam impulsu
Chcę opuszczać powieki i chować się w Twojej ciemności
Proszę, pamiętaj o tym jaki jesteś
Ale nie zapominaj o tym jaki byłeś
Rań mnie proszę ile zechcesz
Bo to nie jest nawet ułamek ceny, którą byłabym gotowa zapłacić

"And I'm praying that we will see
Something there in between
Then and there that exceeds all we can dream
So we can talk about it"

Łatwiej mi było myśleć o nienawiści po drugiej stronie muru
Ale me nieme modlitwy wędrują razem z każdym tchnieniem wiatru
Znowu.
I nie wiem dlaczego ale mam wrażenie, że to wewnętrzne światło, które kiedyś mnie prowadziło
Zaczyna ciepło przenikać przez ścianę, która wydawała się być niewzruszona
A moje marzenia stają się nagie i takie żałośnie bezbronne
Kiedy staram się dostrzec coś pomiędzy

"Chorus Romance says goodnight
Close your eyes and I'll close mine
Remember you, remember me
Hurt the first, the last, between
Chorus Romance says goodnight
Close your eyes and I'll close mine
Remember you, remember me
Hurt the first, the last, healing"

Wystarczyło kilka słów by zrujnować tę iluzję
Puszka Pandory magicznie otwarta
Zatruwa wszystko co mnie otacza
Nie pozwala mi spokojnie zasnąć
Przez co mam wrażenie, że tak naprawdę wcale się nie obudziłam
Sny nie należą do mnie
One są mną


Flyleaf - So I Thought

- - - - - - - - - - -

Po raz kolejny nie wiem co się ze mną dzieje
I po co te chore dywagacje
Ale kurczowo trzymam się czegoś co kiedyś zwało się moim życiem
I mam nadzieję, że kiedyś zmartwychwstanę
komentarze [0]

Słodsza niż Ty kiedykolwiek byłaś >> niedziela, 2 sierpnia 2009 03:09:09
Oh jak mnie dawno tu nie było.
Oh, oh.

***

"Widziałam to w wiadomościach
Powiedziałaś mi, że oni się mylili
Stanęłam w twojej obronie
Bo wierzyłam, że byłaś tą jedyną"

Takie historie się zdarzają.
Dwie dziewczyny i jeden facet.
NIe jest możliwe by mogły się polubic.
Takie historie się zdarzają.
Przecież wszyscy o tym wiemy.
Ale zarzekałaś się, że to kłamstwo.
Czułam w Tobie to, co chciałam czuc.
Gotowa byłam poświęcic Ci tak wiele.
Bo myślałam, że potrafisz mnie zrozumiec.

"Miałaś wszystkie szanse na świecie
Żeby powiedzieć mi prawdę
Co, do diabła, jest z tobą nie tak?"

Nie kocham go.
Nie chcę go znac.
Tak mówiłaś.
Czekałam, prosiłam i tłumaczyłam.
Mówiłam, że zrozumiem, jeżeli przyznasz mi rację.
Ale do końca uważałaś to za przeszłosc,
A to rozstanie jako coś co uratowało Cię przed błędem.

"Czy w ogóle słuchałaś, kiedy do ciebie mówiłam?
Czy w ogóle obchodziło ciebie przez co przechodzę?
Twoje oczy się we mnie wpatrują, spogladają przeze mnie
Jesteś tam, ale jakbyś mnie nigdy nie znała"

Powtarzalam, że nic nigdy nie zaboli mnie bardziej niż zdrada.
Niż to, że nagle odwrócisz się i spojrzysz na niego nie mając przed oczami mojej twarzy.
Jak myślisz, jak się czułam?
Teraz jestem, ale czuję się tak jakbym miała zniknąc.
Bo kolejne krzywe zwierciadło zostało rozbite.
A ja po raz kolejny zraniłam się jego odłamkiem.

"Zdajesz sobie sprawę z tego, jak bardzo to boli?
Dałaś sobie ze mną spokój żeby być z nim
Zemsta jest słodsza niż ty kiedykolwiek byłaś"

Nie spodziewałam się.
Choc wiedziałam, że coś w tej nocy mi nie sprzyja.
Nie pamiętasz naszego wspólnego smutku?
Nie pamiętasz tego co przeżywałyśmy obydwie mówiąc o tym co nas boli?
A to, że Ci wierzyłam? Czy to nic nie znaczy?
Dla jednego spojrzenia tych szarych oczu...
Dałaś sobie ze mną spokój.
Ale nie myśl, że będę rozpaczac.
Bo to, co poczułam widząc Twoją zszokowaną minę
Było warte ciosu poniżej pasa.

"Jestem teraz na ciebie wściekła
Nie mogę nawet znaleźć odpowiednich słów
Jesteś na drodze ku dołowi
Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć cię płonącą
Próbowałaś sprawić, żebym nienawidziła tego chłopaka
Kiedy powinnam nienawidzić ciebie
I co, do diabła, jest z tobą nie tak?"

Mówisz, że wszystko jest w porządku.
Że bawiłaś się świetnie.
Że nei zwróciłaś uwagi na to co zrobiłam.
Dlaczego więc Twoje spojrzenie powiedziało mi coś innego?
Może i byłaś dobrą aktoreczką...
Ale sama zaplątałaś się w swoje sidła.
Mowiłaś o nim wszystko co najgorsze.
I owszem, może miałaś w tym odrobinę racji.
Ale powiedzmy sobie szczerze
Kto jest bardziej podły
Ty
Czy On?

"Czy w ogóle słuchałaś, kiedy do ciebie mówiłam?
Czy w ogóle obchodziło ciebie przez co przechodzę?
Twoje oczy się we mnie wpatrują, spogladają przeze mnie
Jesteś tam, ale jakbyś mnie nigdy nie znała"

Co tak na prawdę myślałaś?
Kiedy obydwie wywlekałyśmy na wierzch nasze poranione dusze...
Dlaczego znowu się pomyliłam?
Jak mogło byc w Tobie coś tak obrzydliwego...

"Zdajesz sobie sprawę z tego, jak bardzo to boli?
Dałaś sobie ze mną spokój żeby być z nim
Zemsta jest słodsza niż ty kiedykolwiek byłaś"

Nie potrafiłaś nawet odebrac cholernego telefonu.
A kiedy to zrobiłaś usłyszałam jego głos w słuchawce.
Po co nam to było?
Kochałam Cię tą cząstką serca którą Ci ofiarowałam.
Ale to co odkryłam było warte Twojej podłości.
To jest słodsza nagroda niż Twoje najsłodsze słowa.

"Nic cię teraz nie uratuje, to koniec
Zdaje się, że zrozumiesz, kiedy jesteś tą jedyną
Nie mów, że jest ci przykro, bo mam to gdzieś
Nic cię teraz nie uratuje, nic"

***
Dzisiejszą nocą dałam sobie sama pstryczka w noc.
Bo to wszystko nie wygląda tak jak wyglądac powinno.
Boli mnie Twoja zdrada.
A nie to z kim ją dokonałaś.
komentarze [0]

Listopadowe wieczory >> środa, 12 listopada 2008 21:23:27
Stuk stuk stuk
Stukają oficerki o wykładany płytami chodnik.
Uśmiechnięta od jakiegoś czasu od ucha do ucha.
Uśmiecha się do drzew, samochodów, ludzi i swoich myśli.
Nie sypia nocami z bijącym sercem.
I przechadza się ulicami z jakimś takim wewnętrznym blaskiem.
Bez makijażu, lekko rozczochrana od wiatru, z różowym nosem i policzkami, przez panujące zimno.
"Dobry wieczór Pani. Ale Pani jest piękna... Można się z Panią przejść?"
Nieznajomy, oh.
Ale ona tylko skinęła lekko głową.
Uśmiechnęła się niedostępnie.
I zachichotała.
Niewiadoma.
Wciąż wśród tych wszystkich amantów--przechodniów uważana za niedostępną.
Dla adoratorów z przypadku wyniosła i dumna, mimo iż zapraszali ją na kawę, kakao czy setki innych płynów.
Baa, nawet wchodzili za nią do kościoła.
Niewiadoma.
Chichocze, kręci głową z dezaprobatą i odchodzi rzucając półsłowka.
A potem zastanawia się - dlaczego?
Ten nawyk od momentu bycia z kimś, nie dopuszcza do siebie przypadkowych lovelasów.
Ale gdy tak idzie i myśli o tym wszystkim, to chce wierzyć, że kiedyś ktoś jednak za nią pobiegnie.
Albo...
Albo że odwróci się ten na kogo ona patrzy.
A póki co spogląda w lustro z uśmiechem i choć uosobieniem piękna nie jest...
To czuje się femme fatale o orzechowych oczach pełnych wesołych ogników.
Bo życie jest piękne, te wieczory magiczne.
A słowa?
Liryczne (;
komentarze [3]

Tyle o moim szczęśliwym zakończeniu >> środa, 24 września 2008 21:26:06
"Skończmy tę rozmowę
To nie tak, że umarliśmy
To było coś, co ja zrobiłam?
To było coś, co Ty powiedziałeś?
Nie zostawiaj mnie zawieszonej
w mieście tak wymarłym,
podtrzymywanej tak wysoko
na takiej wątłej nitce"

Nawet tego nie potrafimy zrobić.
Dziwne, że z dnia na dzień ludzie potrafią stać się sobie tak obcy.
Właśnie tak, jak gdybyśmy umarli.
Albo ja. Albo Ty.
Ale żadne z nas nie pojawiło się na pogrzebie.
Żyjemy obok siebie, skazani na ciągłą styczność.
Ale chyba tego nie widzimy. Jesteśmy jak powietrze.
To było coś, co ja zrobiłam?
Owszem, dobrze, zrobiłam!
I już nie zależy mi na tym co powiedzą inni!
Ale myślałam, że spróbujesz zrozumieć.
Pokonałam swój strach, wstyd, własną godność i lęk żeby stanąć z Tobą twarzą w twarz feralnego wieczoru i wyjaśnić wszystko tak jak na ludzi prawie dorosłych przystało.
Jednak co?
Nic się nie liczy! Prawda?!
Tak. I to, co powiedziałeś TY.
W sumie to takie ładne słowo. Dziwka. Łatwa panienka?
Ale właściwie co Ci do tego?
Kiedy ciągle powtarzałeś, że to moje życie.
Dlaczego oceniałeś mnie, kiedy nie dałam Ci na to zgody?
I teraz nie ma już nic.
Tak, miasto wymarło.
Nie ma w nim duchów przeszłości.
A nić, na której wisiałam, już dawno została przerwana.
Nie ma już łez, mój drogi.
Ja takżę pragnę być na tym świecie.
Który ze sobą dzielimy.

"Byłeś wszystkim, co uważałam, że znam
i myślałam, że moglibyśmy być."

Centrum świata.
Sam środek mojej uwagi.
Byłam święcie przekonana, że jednak jesteś wciąż taki sam, zupełnie taki sam.
I widzialam w tym odbicie przeszłości.
Teraz mogę się przyznać.
Myślałam, że znowu moglibyśmy być razem.

"Byłeś wszystkim, wszystkim czego chciałam,
byliśmy do tego przeznaczeni, mogliśmy być, lecz to zatraciliśmy,
wszystkie nasze wspomnienia, tak mi bliskie, po prostu wygasły
przez ten czas, kiedy udawałeś
tak bardzo dla mojego szczęśliwego zakończenia."

Nie liczyło się nic innego.
I nie piszę tego, by wzbudzić czyjąś litość czy zainteresowanie.
Nie. Ale taka jest prawda.
To się rozspało dawno temu.
A ja niepotrzebnie zachowałam szczątki dawnej miłości, ukryte w małym pudełeczku.
Nie zasłużyłeś na wieczne oddanie.
Ja też nie jestem lepsza.
A teraz?
Każde z tych naszych wspólnych miejsc już nie wywołuje nostalgii.
Nie uśmiecham się już na myśl o naszych wspólnych chwilach.
Ani nie płaczę gdy myślę, jak ciężko było po rozstaniu.
Bo pozwoliłeś mi uwierzyć.
Pozwoliłeś bym sama przed sobą stała się idiotką.
Ale w sumie można uznać to za szczęśliwe zakończenie.

"Masz swoich głupich kumpli,
wiem, co oni mówią,
mówią ci, że jestem trudna,
ale tacy są oni.
Lecz oni mnie nie znają,
czy w ogóle znają ciebie?
Te wszystkie rzeczy, które chowasz przede mną,
wszystkie podłości, które robisz?"

Oh, tyle lat już z nimi przebywasz.
To świetnie. Powodzenia w dalszej pielęgnacji przyjaźni.
Tylko nie widzisz ich zawiści tak bardzo wyraźnie, jak ja.
I jestem świadoma tego, jak mnie postrzegają.
Wspaniale się ich słucha, prawda?
Dalej, zakryj się opinią o mnie, przekazywaną z ust do ust.
Może choć troszkę Ci ulży.
Bo sam nic nie wiesz.
I tu Cię mam.
Tylko spójrz skąd wypływają te jadowite słowa.
Ludzie, którzy całkowicie mnie nie znają.
Kórzy spotkali się ze mną kilka razy w życiu.
Ale to Ci wystarcza.
I chyba kochany zapomniałeś, co kiedyś usłyszałam od Ciebie.
Twój żal i gorzkie słowa o niezrozumieniu i budowaniu pozorów. Nie przeze mnie. Przez nich. Przez Twoich najlepszych przyjaciół.
Teraz przynajmniej widzę, jaki jesteś.
Cudowny, grzeczny panicz, bez skazy.
Bez kropli alkoholu w ustach.
Bez ani jednej złamanej zasady.
Kiedy słuchałam tego wszystkiego, tego milczenia po Twoich odwrotnych zapewnieniach.
Kiedy widziałam w jaki sposób sie wobec mnie zachowujesz, wbijając nóż w plecy.
Poczułam w ustach smak słodkiej trucizny.
Tak.
Esencji podłości. Twojej zawiści.

"Byłeś wszystkim, co uważałam, że znam
i myślałam, że moglibyśmy być."

Cholernie przystojny.
Wzbudzający dreszcz na moim ciele.
Oh, tak było kiedyś.
Teraz spokojnie mogę się odwrócić, kiedy Cię widzę.
Nie przesiaduję godzinami wpatrując się w Twoje zdjęcia.
Bo chyba wkońcu dostałam nauczkę.
Choć naprawdę myślałam, że moglibyśmy być.


"Byłeś wszystkim, wszystkim czego chciałam,
byliśmy do tego przeznaczeni, mogliśmy być, lecz to zatraciliśmy,
wszystkie nasze wspomnienia, tak mi bliskie, po prostu wygasły
przez ten czas, kiedy udawałeś
tak bardzo dla mojego szczęśliwego zakończenia."

Nie potrzebowałam nikogo.
Przyjaciół.
Pasji.
Samej siebie.
Pragnęłam tylko wtopić się w Twoje życie.
Kiedyś marzyliśmy o wspólnej przyszłości.
A teraz perspektywa dni i nocy, miesięcy i lat, spędzonych z Tobą, wcale mnie tak nie porusza.
Wspólny dom z ogródkiem?
Piękne, romantyczne wieczory we dwoje?
Może mała córeczka, którą nazwałabym Amelią?
Myślisz, że płaczę, kiedy wspominam Twóje piękne słowa?
Skąd.
Bo widzę, że to tylko gra.
I przykre jest to, że po raz kolejny nie dałam się nabrać.

"Miło wiedzieć, że tam byłeś,
dzięki za zachowywanie się, jakby ci zależało
i sprawianie, że czułam się jak ta jedyna.
Fajnie wiedzieć, że mieliśmy to wszystko,
dzięki za oglądanie się, kiedy upadałam
i powiadomienie, że z nami koniec."

Tak.
Cieszę się, że przebywałeś w moim towarzystwie.
Że potrafiłeś usiąść obok mnie.
Dlaczego nie potrafiłeś po prostu się odwrócić i pożegnać?
W sumie te dziesiątki esemesów w mojej komórce wciąż nie zostały usunięte.
Po co w ogóle je pisałeś?
Twój uśmiech również wydawał się taki szczery.
I nasze wspólne działania, które tak doskonale się zgrywały.
Czemuż nie potrafiłeś powiedzieć, że tylko się mną bawisz?
Wspaniale było przeżywać te kila tygodni z bijącym sercem ilekroć pojawiała się myśl o Tobie.
Dziękuję, że potrafiłeś zapewnić mi powtórkę z rozrywki.
Taka mini ekranizacja tego, co kiedyś nas spotkało.
Miło z Twojej strony, że moje słowa wciąż miały na Ciebie jakiś wpływ. Miło, że potrafiłeś spojrzeć mi w oczy i dostrzec to upokorzenie, a potem mnie przytulić. Wkońcu jesteś wspaniałym chłopakiem, prawda?
Szkoda tylko, że mnie nie przydeptałeś kiedy prawie na kolanach błagałam Cię o wybaczenie.
Kiedy prawie mówiłam Ci, że kocham Cię odkąd pierwszy raz się do mnie odezwałeś, półtorej roku temu.
Ale przede wszystkim cenię Cię za to, że jesteś konsekwentny.
Że 'potrafiłeś' powiedzieć, że z nami koniec.
Ah, to nie było tak prawda?
Z dnia na dzień Twoje obietnice przestały mieć znaczenie.
Chłopczyku.


"Byłeś wszystkim, wszystkim czego chciałam,
byliśmy do tego przeznaczeni, mogliśmy być, lecz to zatraciliśmy,
wszystkie nasze wspomnienia, tak mi bliskie, po prostu wygasły
przez ten czas, kiedy udawałeś"

Przyznaję się.
Gotowałam się od środka, kiedy widywałam Cię z nią w szkole.
Nawet zrobiłam sobie małe ała na rączce, ku Twojej pamięci.
A teraz?
Uśmiecham się szerzej niż kiedykolwiek myślałam, że będę potrafiła.
Bo jesteście siebie warci.
I potrafię mówić o Tobie z taką ironią, na jaką sobie zasłużyłeś.
Bo, chłopaczku, kochałam Cię tą jedyną, prawdziwą miłością, na którą nie zasłużyłeś.
Której nigdy mi nie dałeś.
Tej, o której myślałam, że jednak może kiedyś ją z siebie wykrzesasz.
Jednak nie. Nie.
Ale to chyba jest szczęsliwe zakończenie.
Ja mam siebie.
Troszkę pokiereszowaną.
Z lekka zamyśloną.
Zbzikowaną?
Wycofaną.
Z maleńką traumą co do facetów.
A Ty swoją truciznę, którą kiedyś się udławisz.
Albo spotkasz kogoś, kto będzie dostarczał Ci ją na nowo.
Każdego dnia.
Ale coś Ci się nie udało.
I chyba nigdy do końca Ci sie nie uda.
Kolec, którego nigdy się nie pozbędziesz.
Przykre, że zawsze gdzieś tam będę Cię kochać.
Chociaż nigdy nie zapragnę do Ciebie wrócić.
A raczej... nigdy nie poproszę Cię o to, byś na mnie spojrzał tak jak dawniej.
Może Twoje widmo będzie czasami się obok mnie pojawiać.
Ale nic już na to nie poradzę.
Zbyt wiele czasu spędziliśmy razem.

"Tak bardzo dla mojego szczęśliwego zakończenia,
Tak bardzo dla mojego szczęśliwego zakończenia,
Tak bardzo dla mojego szczęśliwego zakończenia"

Szkoda mi tych wszystkich ludzi w to wmieszanych.
Ale teraz widzę, kto był moim przyjacielem.
Nawet nie wiesz ile hektolitrów łez wylałam 28 września.
W sumie to dobrze może i dobrze, że Cię to nie obchodzi?
Bo nie wiesz ile słów może paść kiedy przestaje się je powstrzymywać po 8 miesiącach.
Zauważ tylko, że nic nie dzieję się bez przyczyny.
I mam nadzieję, że nie w każdym będę starała się znaleźć cząstkę Ciebie.
Dla mojego szczęśliwego zakończenia.

***
Pum pum pum.
Miłość istnieje moi drodzy.
Żeby nie było, że nie wierzę.
Ale...
"Przecież to co najpiękniejsze nie trwa wiecznie"
The end of the story Alice & K.
Smacznego.
komentarze [1]

Nasze słowa, nasze dni >> niedziela, 7 września 2008 22:37:51
Wieczór. Przymknięte ze zmęczenia oczy.
Przeciągłe ziewanie i smutnawy uśmiech.
Przeczesana dłonią, zmierzwiona grzywka.
Tak kończy się kolejny, niedzielny wieczór Niewiadomej.
Rachunek sumienia? Nic z tych rzeczy.
Piosenka włączona na dobranoc, ot, żeby zmusić do sennej refleksji.
Piosenka, może nie zbyt ambitna, ale wywołująca w niej poczucie nostalgii i stwarzająca jedno marzenie za drugim.
A właściwie tylko jedno, takie duże.
Ale najważniejsze.
Nie płacze już z niemocy, oh, jak długo już nie płakała.
Będzie z półtorej tygodnia.
Łzy, które zbierają się w kącikach jej pięknych, orzechowych oczu, nigdy ich nie opuszczą.
Nigdy już, nie utopi się we własnych łzach.
Po prostu będzie żyła marzeniami.
komentarze [1]

Nieważne dziś jest >> wtorek, 2 września 2008 22:23:01
W miarę ładna, wysoka dziewczyna biegła ulicami miasta, czując się jak w afekcie. Cieniutka bluzka nie chroniła przed chłodem ani przjemującym wiatrem, który tańczył razem z jej lekko farbowanymi włosami.
Bała się. Cholernie się bała.
Ale nie miała już siły myśleć bezczynnie i bić się z tymi myślami.
Jeżeli ją wyśmieje, to po raz kolejny pozna czym jest życie.
Powiedział, że nie chce jej znać.
Nie ma mowy.
Jej zależy i nie ma nic do stracenia.
Bo kilka nocy temu, przez alkohol i senne marzenie straciła własną moralność. Ale przeciez nie powie mu, że to właśnie jego miała przed oczami, kiedy całował ją ktoś inny. No ludzie, żaden głupi by w to nie uwierzył. Ale to była pieprzona prawda.
Wyszła po prostu z domu. Przepraszam. Wybiegła, kiedy to do niej dotarło. Dotarło to, że może nigdy więcej nie zobaczyć tego uśmiechu, tylko znowu wbić się w tłum i obserwować z boku osobę, która z dnia na dzień stawałaby się co raz bardziej obca.
Nie było aż tak późno, kiedy pojawi się pod jego domem, musi coś wymyślić, żeby wyjść.
To wszystko jest takie okropne. Stała tam, kilkanaście metrów od niego. Na darmo?
Chce wszystko wyjaśnić, ale czy będzie mogła?
Czy można naprawić coś, co wszyscy spisali dawno na straty?
Nawet oni.

"Weź mnie za rękę
Choć weź mnie za rękę
No przytul mocno tak
Nie kłóćmy sie więcej
Nie krzyczmy już więcej
Bo wali sie mój świat"

Uśmiecham się do siebie, kiedy o tym myślę.
Prosty gest, mily gest.
Dotknij mojej dłoni, jeżeli to Ci pomoże mnie zrozumieć.
Chciałabym chociaż spojrzeniem wszystko wyjaśnić.
Ale ciepły uścik może zdziałać cuda, prawda?
Taki bezinteresowny, przecież nie każdy musi o tym wiedzieć.
Taki nasz mały sekret, dobrze?
Tobie jest z tym wygodniej, a ja cieszę się, kiedy wszystko układa się po Twojej myśli.
Ale posłuchaj czasem, co mam Ci do powiedzenia, to czasami nie jest wiele.
Ostre słowa ranią bardziej kiedy wypływają z Twoich ust.
To tak jakby odrywali mój kawałek duszy.
I miałam ochotę Cię udusić, kiedy znowu! znowu nie chciałeś mnie wysłuchać i wygodniej było Ci uznać, że jestem złem tego świata.
Ale nawet się nie złościłam. Śmiałam się, do rozpuku, bo straszny z Ciebie uparciuch.
A ja nie potrafię się na Ciebie złościć dłużej niż trzy minuty, nawet gdy wszelkie znaki na niebie i ziemi pokazują, że jest inaczej.


"Ja tak kocham Cie
Kocham Cie
A gdy jest mi źle
To tu nie ma Cie
Nie ma Cie
Pasja dzieli nas
A miłość łączy nas
Nie boje sie
Wierze że nie ważne dziś jest
Co dzieli nas
Lecz co łączy nas"

Powiedzieli mi, że to prawdziwa miłość.
Hm?
No nie wiem.
Powiedziałam Ci, że wiem, że wiele u Ciebie przegrałam przed kilkoma miesiącami.
I, że człowiek uświadamia sobie co miał i jak cenne to było dopiero wtedy kiedy to straci.
A to, że nie było dnia, żebym nie żałowała?
Mówiłam prosto z serca...
Bo...
(Mój Boże, jakie to banalne)
Ja chyba naprawdę nie potrafię bez Ciebie żyć.
Inaczej - nie wiem kim jestem, kiedy nie ma Cię obok.
A kiedy możemy trwać w czymś razem, to czuję, że świat należy do mnie, że nic nigdy nas nie złamie, nie zmieni. Że jesteśmy panami swego losu.
Ta pewność rodzi się, ot. I jest.
Kładę rękę na Twoim ramieniu, pragnąc pokazać, że zawsze będę obok kiedy będziesz tego potrzebował.
Jakbym znała Cię wieki.
Miliony lat przy Twoim boku.
I chciałabym żebyś o tym wiedział. Żebyś czuł dokładnie taką samą pewność.
Dobrze, przyznaję, jesteśmy zupełnie różni.
Więc dlaczego wściekasz się, kiedy moja moralność spada na łeb na szyję w dół?
Ale w porządku.
Muszę poczekać, prawda?
Poczekam :)
Takie małe ziarenko w sercu, zasiane starannie.
Trzeba pomyśleć spokojnie, policzyć wszelkie za i przeciw.
Ale nie mów, że Ci tego nigdy nie brakowało.

"Całuj mój nosek
Bo to jest Twój nosek
NIe złoszczę się już nic
W Twoje ramiona i tylko
W nie właśnie przkażę Carmen sny"

Nie chcę już nikogo dusić.
Chociaż czasem by sie przydało. Tak przygrzmocić, żeby nie wstali.
Ale w porządku. Opanowanie, dobre maniery.
Powinnam się bać rozgniewanego wzroku.
A on sprawia, że moje serce topnieje.
A ja wiem, że tylko jedno moje marzenie jest czyste i prawdziwe.

"Ja tak kocham Cie
Kocham Cie
A gdy jest mi źle
To tu nie ma Cie
Nie ma Cie
Pasja dzieli nas
A miłość łączy nas
Nie boje sie
Wierze że nie ważne dziś jest
Co dzieli nas
Lecz co łączy nas"

Słodki akcent na zakończenie dnia.
Jestem cierpliwa.
C I E R P L I W A.
I wierzę, że nie ważne jak bardzo światu zależałoby, żeby to popsuć.
Wierzę w to, że dopóki w moim sercu, a w Twoim zresztą też, jest ten choćby maleńki promyczek nadziei - kiedyś rozbłyśnie.
I pokaże jak wielką moc ma.
Niepokonany.
komentarze [2]

To już jest koniec >> środa, 6 sierpnia 2008 19:57:51
Nie ma już nic
komentarze [0]

Skąd ja Cię mam? >> środa, 6 sierpnia 2008 00:13:23
Nie potrzeba było wiele, żeby zrzucić z barków kolejną porcję problemów.
Żegnajcie troski, depresjo, beznadziejo!
Sama jestem zszokowana, no ale...
To nie moment na was.
Dziś... Dziś znowu poczułam, że żyję.
I to było cudowne, tak usiąść obok niego, przyjrzeć mu się z bliska, zacząć rozmowę poważnym tonem i skończyć ją wesołym śmiechem.
Kiedy ostatni raz tak szczerze, tak prawdziwie radość uwalniała się z mojego serca?
Rozmawiać tak o wszystkim jak i o niczym i nie przejmować się 7 miesiącami milczenia.
Jeszcze nie czas na poruszanie trudnych tematów... Czy kiedyś taki czas nadejdzie?
Modlę się o to, bo gdyby pozwolił... Chciałabym sprawić by był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.

"Dostałam dziś od Ciebie
Dawkę szczęścia
To dużo nawet nie wiesz
Jak jestem nie do poznania
Na talerz do śniadania
Ty przemyciłeś mi
Łyżkę szczęścia zjadłam co w sercu lśni
W sercu teraz lśni"

Kiedy się do mnie uśmiecha, tak pobłażliwie jak i ironicznie to tak jakby powiew świeżości niepostrzeżenie wkradał się w moje życie.
Ah dzień dobry wam wszystkim! Dziś darmowy dzień uśmiechu!
Chmurko! Piesku!
Ale przecież nic takiego się nie stało, a ja fruwam.
Czy jestem naiwna?
Mam to gdzieś.
Kocham teraz każdą minutę.
Każdą sekundę.
Każde moje tchnienie, każdy gest mówi, że coś się zmieniło.
Ala jest szczęśliwa!
Ala pragnie tak żyć!
Może tego nie zauważył, bo nie wie kim byłam przez tak długi czas ponurego milczenia.
Teraz już nie jestem cieniem dawnej mnie, znowu pragnę tworzyć swoją historię.
Magiczna mikstura, szczęście w butelce, które udało mi się przemycić niepostrzeżenie.
I dodaję jego szczyptę to tu, to tam.
I błyszczę jak diament nie mogąc usiedzieć w miejscu, kręcąc się w kółko, tańcząc, śpiewając, pokazując wszystkim, że wróciłam.


"Skąd ja Cię mam?
A skąd ja Cię w ogóle znam?
Skąd ja Cię mam?
Skąd ja Cię tak dobrze znam?"

Jakim prawem?
Jakim cudem wciąż tu jest?
To jak fatamorgana, jak spełnienie najpiękniejszych sennych marzeń.
Ale był na wyciągnięcie ręki.
Przez tą chwilę, tak jak kiedyś, jakby dzielił nas tylko jeden dzień a nie masa długich miesięcy.
I wydawało mi się...
Miałam czelność pomyśleć...
Że nadal lubi moje towarzystwo.

"Skąd ja Cię mam?
A skąd ja Cię w ogóle znam?
Skąd ja Cię mam?"

Skąd ja Cię mam?
Czy wyciągnęłam Cię z jakiegoś opowiadania?
Wiersza, który nie dawał mi spokoju?
Zapisanej moimi myślami kartki?
Zdjęcia, które oglądam przed zaśnięciem?
A skąd ja Cię w ogóle znam?
Z opowieści?
Z moich wspomnień?
Czy z szeptu serca?
Skąd ja Cię mam?

"Masz ręce które leczą
Telepatyczną moc
Myśli Twoje lecą
I w mojej głowie są"

Dawkuję stopniowo to co mnie ogarnia, bo boję się swojej nadmiernej wylewności.
Ale kiedyś..
Gdyby było tak dobrze...
To poprosiłabym tylko o jeden uścisk.
O jedno muśnięcie dłoni, które zostawia nieodwracalny ślad.
Czasami na wietrze próbowałam Cię usłyszeć...
Czasami czułam, że potrafimy myślec o tym samym.
Nie chcę już gdybać i wyobrażać sobie.
Chcę wiedzieć, chcę mieć pewność.

"Wiem że Jutra nie będzie [jestem tu]
Tylko Teraz ma sens [teraz jest]
Chcę byś widział mnie wszędzie [zobacz mnie]
Tak jak ja widzę Cię [widzę Cię]
W każdej złotej piosence [słyszę Cię]
Gdy jest dobrze lub źle [dobrze jest]
Mamy dobre intencje [czego chcesz]
Teraz to liczy się [to ma sens]"

Niech jutro nie nadchodzi, jeżeli ma być gorsze od tego wtorku.
Chyba znów uzależniłam się od chwili.
Oh.
Ale to nie może być koniec, prawda?
Czuję w tym dreszczu, że to może być początek.
Bo każda gwiazda przypomina mi dziś jego uśmiech.
Odnajduję słowa naszej historii, tej co była i tej co ma prawo się spełnić.
I nucę je, a moje oczy emanują tak niesamowitą wiarą.
Bo pragnę obiecać mu, że będę zawsze.
Ale chyba nie zamierzamy znowu popełnić tego błędu i się od siebie odsunąć...
Nie mamy powodu.
Powinno być tylko lepiej i lepiej.

"Wiem że Jutra nie będzie [jestem tu]
Tylko Teraz ma sens [teraz jest]
Chcę byś widział mnie wszędzie [zobacz mnie]
Tak jak ja widzę Cię [widzę Cię]
W każdej złotej piosence [słyszę Cię]
Gdy jest dobrze lub źle [dobrze jest]
Mamy dobre intencje [czego chcesz]
Teraz to liczy się [to ma sens]"

Wiem, że Jutra nie będzie.
(Jestem tu, w tej chwili, która znowu nas połączyła)
Tylko Teraz ma sens
(Teraz jest ten moment)
Chcę byś widział mnie wszędzie
(Zobacz mnie, tę, która pragnie pokazać Ci świat na nowo)
Tak jak ja widzę Cię
(Widzę Cię i boję się zasnąć, by zły sen nie porwał lekkiego marzenia)
W każdej złotej piosence
(Słyszę Cię, słyszę słowa, które chciałabym, abyś wypowiedział)
Gdy jest dobrze lub źle
(Dobrze jest jeżeli oboje tego chcemy)
Mamy dobre intencje
(Czego chcesz, czy znowu mylę się)
Teraz to liczy się
(To ma sens, czy Ty wiesz...?)

"Jestem tu [skąd ja Cię mam?]
Teraz jest
Zobacz mnie
Widzę Cię
Słyszę Cię [skąd ja Cię mam?]
Dobrze jest
Czego chcesz
To ma sens"

Jestem tu, wiesz jak mnie znaleźć.
Teraz jest ten moment w którym możemy zapomnieć o waśniach z przeszłości.
Zobacz mnie na nowo.
Widzę Cię i wiem, że chcę widzieć Cię zawsze.
Słyszę Cię, jak słodka muzyka koisz moje sny.
Dobrze jest tylko wtedy kiedy oboje tego chcemy
Czego chcesz, powiedz mi, żebym znowu nie łudziła niepotrzbnie się..
To ma sens, spróbuj tylko spojrzeć na to z mojej strony.

"Jestem tu [skąd ja Cię mam?]
Teraz jest
Zobacz mnie
Widzę Cię
Słyszę Cię [skąd ja Cię mam?]
Dobrze jest
Czego chcesz
To ma sens"

Jestem tu.
Nieco zbyt roześmiana.
Znowu ubrałam się na czarno.
Siedzę w moim różowym pokoju, tak jak zawsze.
Teraz jest noc.
Oczy same mi się zamykają.
Z jednej strony chcę przeżywać ten dzień do utraty tchu, a z drugiej łudzę się, że mi się przyśnisz.
Zobacz mnie.
Zmieniłam fryzurę.
I mam ładniejsze paznokcie.
Dalej kocham czytać.
I jestem okropną łajzą z wf-u.
Czasami dźgnę Cię palcem, ups, przepraszam.
Widzę Cię.
Aż tak bardzo się nie zmieniłeś.
Znowu ziewasz kiedy ze mną rozmawiasz.
Uh.
Ten pół-uśmiech mnie rozbraja.
Słyszę Cię.
Śmiejesz się.
I opowiadasz o swoim szczęściu.
Troszkę wyniosły? Ah, nie szkodzi.
Szkoda, że nie lubisz biologii.
Dobrze jest.
Nie pokłóciliśmy się.
Rozmawialiśmy tak jakby nic się nie wydarzylo.
A wydarzyło się tak wiele, choć nie chcę pamiętać.
Wiesz?
Uwielbiam z Tobą rozmawiać.
O wszystkim.
I o niczym.
Czego chcesz?
Jezu, gdybyś tylko zechciał mnie...
To ma sens.
Widzę, widzę, widzę!
Widzę sens, widzę nas, widzę nowe życie.
Oż, te wredne motylki w brzuchu.
komentarze [2]

Nie stało się nic >> sobota, 12 lipica 2008 23:04:37
Jeden dzień, jedna noc, a w życiu jakby piękniej
Byłeś z nią parę chwil, było tak namiętnie
A teraz jesteś tu, ludzi tłum, a myśli takie dziwne
Nie wiesz czy sam tego chcesz
lecz nikt tu nie jest winny
Myślisz, że nie stało się nic

Myślisz, że nie stało się nic...

Już jakiś czas nie ma jej
Tańczysz, wódkę pijesz
Może dziś to będziesz ty
Przecież mama cię nie zbije

Jesteście tu, ludzi tłum, a myśli dookoła
Nie wiesz sam czy tego chcesz
Chyba jedź do domu

Myślisz, że nie stało się nic
Myślisz, że nie stało się nic

Później gdzieś widziałes ją
Znowu była z innym
Krzyczał coś, szarpał ją
Uciekła do windy
A teraz jesteś tu, ludzi tłum i znowu myśli dziwne
Może byś mógł zostać z nią
I nikt tu nie jest winny
Myślisz, że nie stało się nic

Myślisz, że nie stało się nic...

Nic...

***
Spakowała do turystycznego plecaka wiosenne kanapeczki, oranżadę i koc w szaro-czerwoną kratkę.
Z trudem wsiadła na rower.
Miała przykusą, czerwoną spódniczkę.

Pojechali w romantyczne miejsce, słyszeli szum wody, śpiew ptaków, kumkanie żabek.
I klaksony. I pisk hamująch samochodów.
Leżeli obok trasy szybkiego ruchu.

Czuła się jak księżniczka, albo jak żaba pocałowana przez księcia.
Szeptał jej czule do ucha.
Żeby się już rozebrała.

Myślała, że go kocha ponad życie, że nie ma nikogo ważniejszego, że to ten jedyny.
W poniedziałek, kiedy szła na spacer z psem, usłyszała: O, idzie ta dziwka!
Jednak myślenie nie wyszło jej na dobre.*

-> Ukłony mój drogi za przesłanie. Jasne i proste. Niczym wymierzony policzek zwalający z nóg. Ale ja się szybko podnoszę.

*zaczerpnięte z twórczości digart.pl
http://www.digart.pl/zoom/1832632/Milena.html


komentarze [0]


-------------------------------------------------------------
¦ ¦
-------------------------------------------------------------
¦ lejaut: patiaa ¦ więcej: oryginalnie ¦